RSS
poniedziałek, 15 czerwca 2009
Waga przegrywa z pyłkiem

Wiecie co - chyba już się poddam!. Wynik - 72,9 kg, to wszystko na co mnie obecnie stać. Chyba, że dam się zamknąc w celi o wodzie tylko... ale przecież nie o to chodzi w akcji Polacy odWagi :P

Odchudzanie to sztuka tłumaczenia się, więc przyznam się, że alergia z którą teraz walczę wyciąga ze mnie wszelki entuzjazm dla dodatkowego katowania się. Na rowerze za bardzo śmigać nie mogę. Ostatnia wyprawa rowerowa w weekend - 68 km, pozbawila mnie złudzeń. Po powrocie do domu przez kilka godzin dochodziłem ze soba do stanu używalności. Pyłki traw na które jestem uczulony sprawiły, że musiłam lodem okładać spuchniętą twarz. Wróciłem zasmarkany, odwodniony, spuchnięty i z oddechem lorda Vaidera. Dopiero po trzech godzinach różnych zabiegów, łyknięciu masy tabletek wygladalem w miarę normalnie tzn mogłem się rozpoznać w lustrze. Jeśli każdy wypad rowerowy ma się kończyć taką dewiacją to dziekuję, postoję - nachętniej w domu lub w innym najlepiej klimatyzowanym pomieszczeniu. Nawet jeść się nie chce i to jest jedyne pocieszenie uczuleniowca na odchudzaniu. Muszę ograniczyć przez najbliższe dwa tygodnie (mam nadzieję, że krócej) ćwiczenia, biegi i jazdę na rowerze, aż sie wypyli co ma się wypylić. Alergia raczej pozbawia mnie szansy na pozbycie się niecałych trzech kilogramów do końca akcji odchudzania zaplanowanej pzrecież do końca przyszłego tygodnia. Zacząłem w marcu z wagą 85 kg (było nawet ciut więcej). Po ponad trzech miesiącach pozbyłem się 12 kg. Dobiłbym chętnie do 15 kg, ale do celi  zamknąć się nie dam, a innego pomysłu na aktywne pozbycie się ostatnich trzech kilogramow nie mam. Ktoś zna jakiś patent?     

Na zdjęciu oczy alergika 3 godziny po kolejnym rowerowym wypadzie...

oczy

niedziela, 07 czerwca 2009
W deszczu i pod wiatr

Pogoda skutecznie walczy z moją alergią, ale niestety także zniechęca do spktakularnych wypraw rowerowych. W sobotę planowałem z rowerową ekipą mtb4fun „szybki wypad” do Słońska - jakieś 100 km po nadwarciańskich wałach. W nocy deszcz zacinał, wiatr wiał, a wraz z nim przyszło zniechęcenie. Odpuściłem. Jedyna korzyść z niedoszłych planów wypadu do Słońska to zrobienie w sobotę kompletnego przeglądu roweru, łącznie z przesmarowaniem linek przerzutek itp. Świetna zabawa ze sprzętem przy kubku gorącego kakao - dużo magnezu ;). W niedzielę pozostało więc tylko zaliczyć wybory na czczo. Na mieście pustki jak w stepie akermańskim. Mała fakwencja + jeszcze mniej kalorii spalonych = klasyczna jesienna depresja. Jutro - niezależnie od wyników eurowyborów - kolejny poranny trenning w Nautilusie i wszystko powoli wróci do normy, czyli szybkie dojście w dwa - trzy dni do wagi 73 kg. Do osiągnięcia zadlaklarowanej wagi na koniec akcji odchudzania - 70 kg czasu zostało coraz mniej. Zaledwie dwa tygodnie ćwiczeń i aż trzy kilo do zrzutu :p                 

poniedziałek, 01 czerwca 2009
Alergia na odchudzanie

W końcu dopadła mnie alergia. Jestem sezonowym uczuleniowcem i zawsze na przełomie maja i czerwca chodzę zakatarzony i  z załzawionymi oczami - generalnie żyć się odechciewa, tym abardzej, że po dłuższym pobycie na dworze oddycham jak Lord Vaider. Stan permanentnego wkurzenia na pyłki trawy trwa przez ok 4 - 6 tygodni, a jego poziom uzależniony jest od pogody (im bardziej leje, tym lepiej) i stanu ducha. Na razie nie jest źle, ale po sobotnim i niedzielnym wypadzie rowerowym przez kilka godzin dochodziłem do stanu używalności. Piszę o tej alergii ponieważ obawiam się, czy w takim stanie psychofizycznym uda mi się konsekwentnie powalczyć z ostatnimi ponad 3 kg, które planowałem zrzucić do 20 czerwca. Zobaczymy.

Odchudzanie to jednak sztuka tłumaczenia się przed innymi i samym sobą :P   

piątek, 29 maja 2009
To był dzień!

Miałem okazję poduczyć się jazdy na żużlowym motocyklu pod okiem fachowców w tej branży w tym Tomka Golloba. Kilka godzin spędzonych na stadionie w pełnym słońcu dało mi niezły wycisk. Pot lał się ze mnie pod kewlarem z gorąca i pewnie z emocji. Dzień zaczął się jak codzień: poranny spinning w Nautilusie, potem już było bardziej ekstremalnie - obłędne kółka na wiburującym motocyklu żużlowym, który nie ma hamulców nie ma biegów za to silnik kręci na 12 tys. obrotów na minutę. Byłem cały rozdygotany w rytmie pracy maszyny. Chyba dzięki rezstrojeniu organizumu przez cały dzień nie myślałem o jedzeniu.Właściwie nie byłem w stanie przyjąć żadnego posiłku ;). Dzień zakończyłem szybkim wypadem rowerowym z Krisem - 30 km pogoni po lasach. Trzy takie dni w kupie i może wyjść człowieka pół....

Rano bolały mnie nogi od porannego i wieczornego pedałowania na rowerze, a ręce od kurczowego trzymania się kierownicy motocykla. Tylko tego dnia waga spadła niemal o 1/3 kg. Teraz ważę 73,7 kg!!! To i tak ponad 8 kg więcej od Tomak Golloba, który przyznał się, że dużo ćwiczy i biega w wolne poranki.  

Na zdjęciu poniżej w parze z Tomkiem

Tomek&Bryki  

PS. Odchudzanie odchudzaniem, ale panie Marcinie - czekam zaproszenia na legendarny tort makowy z pana kuchni. Chociaż mały kawałeczek... ;)  Słyszałem same ”ochy” i ”achy” na jego temat.         

poniedziałek, 25 maja 2009
Veni,Vidi,Vici...

Przybyłem - na bogdaniecki maraton. Zobaczyłem - wsiadłem na rower jak 200 innych kolarzy. Zwyciężyłem - po 70 km dotarłem cały do mety. Właśnie opublikowano wyniki maratonu MTB - mojego pierwszego startu po szybkim odchudzaniu. Dojechałem na szarym końcu... :( Pierwszą pętlę maratonu po wzgórzach morenowych między Gorzowem i Witnicą jechało mi się bardzo dobrze. Potem z trasy zjechali zawodnicy jadący na dystansie 30 km. W lesie zrobiło się ciszej i pustawo, a ja z kilometra na kilometr słabłem. Uchodziły kalorie - to akurat dobrze, ale rezem z nimi uchodziły siły. Mroczki przed oczami, skurcze mięśni, ból kręgosłupa i wyprzedzający mnie zawodnicy dopełniali obrazu gehenny na „górskich” podjazdach - Malinówce, Górskiej Premii i 7 Zakrętach. Jak przypuszczałem godzinne trenningi na spinningu w Nautilusie to zbyt mało żeby powalczyć przez kilka godzin w terenie. Na szczęście (dla mnie) na pięć kilometrów przed metą  zobaczyłem Maćka Florczaka przy rowerze walczącego z zerwanym w dwóch miejscach łańcuchem. Razem udało nam się w końcy pospinać go sensownie w jeden kawałek. W tym czasie wyprzedziło nas zaplecze peletonu. Razem wjechaliśmy na metę z czasem 4h 8 min. ”Odwrócić tabele - Bryki na czele” ;)

To była dobrze przepracowana sobota... 

PS. A tak (zdjęcie ponieżej) wyglądałem tuż przed zawodami. Po 4 godzinach połowa czlowieka została w lesie. Do mety dojechały resztki zmiksowanego bólu i ambicji...

 BogdaniecMTB     

Filmik części naszej ekipy zrobiony przed startem: http://picasaweb.google.pl/mtb4msi/230509Bogdaniec#5340008249249185730 ).

czwartek, 21 maja 2009
74 kg

Po oficjalnym ważeniu - 74 kg! :) Moja dietetyczka z vitalia.pl napisała: Idziesz, jak burza! Tak trzymaj! Już niedługo będziesz musiał wymienić ubrania na nowe :)

Nic nie wymienię. Wyciągam z szafy stare fatałaszki. Pasują :) Od dzisiaj rezygnuję z diety na najbliższe dwa dni. Muszę się trochę podkręcić przed sobotnim maratonem na którym i tak z kilogram tłuszczu ”rozwiozę” po bogdanieckich lasach na 70 kilometrowej trasie MTB.

poniedziałek, 18 maja 2009
Zrzucić kilogram w 3 godziny...

... można będzie w najbliższy weekend (sobota)!

W podgorzowskim Bogdańcu odbędzie się edycja rowerowego (MTB) GryfMaratonu! Dla mniej odważnych tzw. Gryfik - 15 km. Dla bardziej ambitnych - pętla 30 km. Dla tych z szaleństwem w oczach - 70 km (dwie pętle) po morenowych wzgórzach między Gorzowem i Witnicą. Zamierzam udac się z rowerem na 70 km :)

Walki o podium obiecać nie mogę :P i siły nie mam :(  Za to zamierzam w komplecie - ja i mój rower w całości - dojechać do mety. Przejechanie tej trasy w odpowiednim (szalonym) tempie, to pozbycie się minimum kilograma, na świeżym powietrzu i w doborowym towarzystwie (http://www.mtb4fun.ovh.org/). Zachęcam wszystkich rowerzystów do udziału w maratonie! Więcej info:  http://www.gryfmaraton-mtb.pl/ i http://www.cyklista.net/

Zainteresowanym podczepiam mapkę trasy...

BogdaniecMaraton

        

środa, 13 maja 2009
Doktor szczupleje

Wczoraj przy okazji konferencji prasowej w TPV spotkałem się z doktorem Dębickim. On zalatany, ja zalatany, więc okazji spotkań teamowych odchudzaczy mamy niewiele. Co zobaczyłem:

Marynarka na nim wisi. - A był czas, kiedy ledwie dopinałem na jeden guzik - tłumaczy.

Drugi podbródek w zaniku. - W końcy jest mnie mniej o 15 kilogramów - zapewnia.

Dobrze przycięta fryzura. - Trochę zabiegów stylizacyjnych, żeby szczuplej wyglądać - wyjaśnia z uśmiechem.

Wrzucam dla porównania -  Piotr z 1 marca i z 12 maja. Marcowy - uśmiechnięty - jeszcze nie wiedział, co go czeka. Majowy - inny człowiek i trochę smutny - wiadomo dieta ;)    

Piotr1i2 

Czuję, że jak się sprężymy ten ostatni miesiąc, to razem ponad 30 kg zrzucimy :)     

wtorek, 12 maja 2009
Raport z 10 tygodni

Minęło 10 tygodni odchudzania więc przedstawiam krótki raporcik:

Luty 2009

23.02 - 85,0 kg

26.02 - 84,5 kg

Marzec 2009

05.03 - 82,0 kg

12.03 - 80,5 kg

19.03 - 79,0 kg

27.03 - 79,0 kg

Kwiecień 2009

02.04 - 78,0 kg

16.04 - 78,0 kg

23.04 - 75,1 kg

30.04 - 75,0 kg

Maj 2009

11.05 - 75,0 kg

 

 

 

poniedziałek, 11 maja 2009
W cieniu TransAlp-u

Na ostatnim cotygodniowym ważeniu w czwartek - waga bez zmian -75 kg, z lekką tendencją do spadku, ale przecież nie o kilka dekagramów tu chodzi... Przyznaję, że w zeszłym tygodniu trochę poluzowałem dietę. Zamiast sałetek na obiady jedłem ”normalne” dania, czyli ziemniaczki, kotleciki itd. Chciałem sprawdzić, czy przy intensywnych ćwiczeniach - których nie odpuściłem - pozbędę się zawrotów głowy i odczuwalnego, ogólnego osłabienia. Po schabowym było zdecydowanie lepsze samopoczucie ale czułem, że nie chudnę!, więc w tym tygodniu wracam do standardowej procedury - diety berlińczykw z okresu blokady (1300 - 1400 kcal) i rzucam się na Nautilusa. Dzisiaj na spinningu zleciało ze mnie ze dwa litry potu. Cały trenning ”jechaliśmy” z Pawłem Markowskim pod górkę, czyli na maksymalnych obciążeniach, ale nic dziwnego - on wraz z Krisem Pniewskim szykują sie do startu w najbardziej prestiżowym (czyt. morderczym) wyścigu MTB w Europie - międzynarodowym TransAlpie. Będzie miał nieustannie pod górkę, a gnając w dół raczej nie odpocznie, za to się wychłodzi :P  Po 6-dniowy TransAlpie zrzuci pewnie tyle, co ja przez dwa miesiące. No, ale na tym wyścigu trzeba mieć wykluczającą się wzajemnie siłę konia i lekkość motyla. Do konia i motyla  jeszcze mi brakuje, ale  odchudzając się tak intensywnie, jak obecnie i zarazem szukując się mojego sezonu starowego w maratonach rowerowych muszę sensownie zaplanować najbliższe dwa tygodnie trenningów i diet, żeby pod koniec maja ruszyć ze startu w optymalnej formie i nie zasłabnąć... na pierwszym podjeździe.

Poniżej zdjęcie wyciągniętych dzisiaj z szafy spodni na mnie. Kompletny luzzzz :))) Musiałem doszyć guzik (ten biały) żeby portki przynajmniej w pasie trzymały...

  spodnieBiale

   

 
1 , 2 , 3 , 4